Nie wiem zupełnie od czego zacząć… tak we mnie dużo wszystkiego…
najpierw o naszych metrach wysokości..
wszyscy jesteście fantastyczni! naprawdę. to takie.. budujące, że ludzie zupełnie bez zawahania mówią, że to świetny pomysł i że już biorą się za robienie przelewu. Że piszą do mnie znajomi z którymi nie widziałem się od kilku miesięcy, ba! ponad roku czasu! a którzy mówią, że właśnie zrobili przelew. Że sami promujecie naszą akcję i wysyłacie wieść o możliwości kupna metra na fora dyskusyjne, listy mailingowe, do swoich znajomych. Dziękuję! Jedna z bliskich osób powiedziała, że zbliżają się urodziny jej siostry – kupi jej kilka metrów Kilimanjaro w prezencie:) To takie fantastyczne.
Już pare razy przeszło nam przez głowę, że nasza wyprawa nie odbędzie się w sierpniu. Że będziemy musieli ją przesunąć. Że wciąż brakuje tyle pieniędzy… Ale nigdy nie przeszło nam przez myśl, żeby akcję odwołać w ogóle, zrezygnować z naszego marzenia. I to w znacznej mierze dzięki wam. “Jeżeli marzy jeden człowiek, pozostaje to tylko marzeniem. Jeżeli będziemy marzyć wszyscy razem, będzie to już początek nowej rzeczywistości” (Helder).
A teraz o ostatnim przekroczeniu paru moich granic:)
Aktualnie przebywam na mazurach na koloni, gdzie jestem jednym z opiekunów. I hmm mimo, że już wiele lat zajmuję się pracą z dzieciakami, to zawsze odbywało się to w konwencji harcerskiej. Teraz jest to coś zupełnie innego – inny system pracy, inne zajęcia, inne zwyczaje, obrzędy i tradycje. Pierwsze dwa dni musiałem się nieco przestawiać i aklimatyzować. Od razu przyszło mi do głowy przekraczanie granic – tym tkwiących we mnie. Schematów, które mam zakorzenione w głowie, a których muszę się pozbyć, albo trochę przeinaczyć, żeby dać dzieciakom na tej koloni jak najwięcej siebie. A jednocześnie nie porzucić moich doświadczeń całkowicie, żeby wprowadzić do ich normalnej pracy odrobiny odmienności i świeżości:)
Są to kolonie żydowskie, więc cała fabuła i program oparte są o kulturę judaizmu. Tu można by rzecz – przekraczam kolejną granicę, międzykulturową. Fascynujące:) Uczymy się hebrajskiego, poznajemy historię judaizmu, poruszamy trudne kwestie tożsamości narodowej i wiele wiele więcej. Zdecydowanie polecam wszystkim;)!
Atid – w języku hebrajskim oznacza “przyszłość” – jest to nazwa koloni na której właśnie przebywam. LE TAMID – tłumaczymy jako “na zawsze” – hasło “Atid le tamid” jest refrenem naszej kolonijnej piosenki:) A mi oczywiście, za każdym razem kiedy je słysze, myśli uciekają do tej już niedalekiej przyszłości, którą spędze w Afryce. Inwestujmy w naszą przyszłość:) ATID le tamid!